Oszustwa inwestycyjne z użyciem deepfake’ów celebrytów: analiza prawdziwych kampanii z polskiej sieci

0
97
3.5/5 - (2 votes)

Nawigacja:

Dlaczego deepfake’i celebrytów stały się narzędziem do oszustw inwestycyjnych

Czym właściwie jest deepfake i dlaczego jest tak przekonujący

Deepfake to treść multimedialna wygenerowana lub zmodyfikowana przez sztuczną inteligencję tak, aby podrobić twarz, głos lub sposób mówienia konkretnej osoby. Najczęściej są to filmy wideo, nagrania audio lub statyczne grafiki, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak prawdziwe wystąpienie celebryty.

Technicznie rzecz biorąc, algorytmy uczą się wyglądu i mimiki danej osoby na podstawie setek lub tysięcy zdjęć i nagrań. Na tej podstawie tworzą model, który pozwala „nałożyć” jej twarz na inną osobę lub wygenerować całkowicie nowe wypowiedzi. Dla przeciętnego użytkownika efekt końcowy jest trudny do odróżnienia od rzeczywistości, zwłaszcza gdy film jest krótki i ma jakość typowego nagrania z telefonu.

Deepfake’i same w sobie są technologią neutralną – można je wykorzystywać w filmie, rozrywce czy edukacji. Problem pojawia się wtedy, gdy stają się narzędziem do oszustw inwestycyjnych, a w roli „twarzy” występują znani aktorzy, prezenterzy, dziennikarze czy biznesmeni, którzy w realnym świecie nie mają z tym nic wspólnego.

Dlaczego celebryci są idealnym „wabikiem” na ofiary

Celebryci, politycy, znani dziennikarze finansowi czy prezenterzy głównych wydań wiadomości mają jedną wspólną cechę: kapitał zaufania. Przez lata pojawiają się na ekranach telewizorów, w serwisach informacyjnych, w programach publicystycznych. Widzowie przyzwyczajają się do ich twarzy i głosu, kojarzą ich z rzetelną informacją lub sukcesem finansowym.

Oszust wykorzystują ten mechanizm. Gdy w reklamie fałszywych inwestycji widzimy lub słyszymy:

  • popularnego prezentera wiadomości, który „ujawnia nowy program inwestycyjny rządu”,
  • gwiazdę show-biznesu, która „zdradza, w co lokuje swoje oszczędności”,
  • znanego przedsiębiorcę, który „dzieli się sekretem szybkiego pomnażania kapitału”,

mózg automatycznie „pożycza” wiarygodność tej osoby całemu komunikatowi. Nawet jeśli głos brzmi minimalnie inaczej, a obraz jest odrobinę nienaturalny, wielu odbiorców i tak zakłada, że znana osoba nie ryzykowałaby swojego wizerunku, reklamując coś nieuczciwego. I właśnie na tym polega siła deepfake’ów celebrytów w oszustwach inwestycyjnych.

Połączenie deepfake + obietnica szybkiego zysku

Sama technologia to za mało. Scamerzy łączą deepfake z klasyczną przynętą: „szybki i łatwy zysk bez ryzyka”. Mechanizm jest zawsze podobny – materiał wideo lub grafika pokazuje celebrytę w kontekście pieniędzy, inwestycji, kryptowalut, lokat „specjalnych tylko dla wybranych”.

Po kliknięciu ofiara trafia na stronę, gdzie czyta o „nowym projekcie polskiego banku”, „specjalnym programie rządowym”, „tajnym sposobie milionerów na ochronę oszczędności przed inflacją”. W tle pojawiają się logotypy znanych mediów, zdjęcia bankowców w garniturach, zrzuty ekranów rzekomej aplikacji inwestycyjnej. Całość ma wywołać wrażenie, że coś dużego dzieje się tu i teraz, a celebryta jedynie „uprzedza swoich fanów”.

Gdy do tego dołożyć informację, że „miejsca są ograniczone” albo „program wkrótce zostanie zamknięty z powodu zbyt dużego zainteresowania”, wiele osób przestaje analizować szczegóły. Decyzja zapada szybko: „Jeśli on/ona już z tego korzysta, to chyba nie może być przekręt”. Różnica w stosunku do dawnych, prymitywnych oszustw polega na tym, że teraz całość jest oprawiona w wiarygodny, nowoczesny format wideo, a nie w podejrzany e-mail z błędami językowymi.

Od „na wnuczka” do wyrafinowanych kampanii z użyciem AI

Przez lata oszuści w Polsce opierali się na prostych scenariuszach: telefon „na policjanta”, sms „na kuriera”, wiadomość „na pracownika banku”. Ofiary były głównie starsze osoby i ci, którzy nie mieli dużego obycia z internetem. Obecnie scam inwestycyjny z użyciem deepfake’ów celebrytów celuje w znacznie szerszą grupę: ludzi zainteresowanych finansami, gospodarką, kryptowalutami, inflacją.

Zmieniły się narzędzia: z listów i telefonów na kampanie reklamowe w mediach społecznościowych, sieciach reklamowych i komunikatorach. Zmieniła się też jakość przekazu – od topornych grafik do profesjonalnych layoutów, dobrze zmontowanych filmów i kopii stron znanych portali informacyjnych. Jedno jednak pozostało wspólne: ostatecznym celem jest nakłonienie ofiary do przelania pieniędzy na konto, do którego przestępcy mają pełną kontrolę.

Żółte kostki z napisem scam leżące na fałszywych banknotach
Źródło: Pexels | Autor: Tara Winstead

Jak wyglądają prawdziwe kampanie w polskiej sieci – przegląd przypadków

Typowe miejsca, w których pojawiają się fałszywe reklamy inwestycyjne

Oszustwa inwestycyjne z użyciem deepfake’ów celebrytów najczęściej pojawiają się w miejscach, gdzie użytkownicy nie spodziewają się oszustwa, bo są przyzwyczajeni do „normalnych” reklam. Najbardziej typowe kanały to:

  • Sponsorowane posty na Facebooku i Instagramie – wyglądają jak zwykłe reklamy firm, często z podpisem typu „Sponsorowane”, z przyciskiem „Dowiedz się więcej” lub „Zarejestruj się”.
  • Reklamy wideo przed filmami na YouTube – krótkie spoty, w których celebryta „przerywa program”, by „ogłosić ważną informację o finansach”.
  • Reklamy w sieci Google Ads – banery na stronach informacyjnych, blogach, serwisach o gospodarce, odsyłające do „sensacyjnego wywiadu z gwiazdą inwestującą w kryptowaluty”.
  • Portale-klony znanych mediów – strony wyglądające jak edycje znanych portali, z podobnym logo, kolorystyką i układem, ale z inną, bardzo dziwną domeną.
  • Reklamy w aplikacjach mobilnych – szczególnie w darmowych grach i aplikacjach narzędziowych, gdzie użytkownicy często przypadkiem klikają w banery.

W każdym z tych kanałów kampania oszustów działa jak zwykła kampania marketingowa. Twórcy przygotowują różne kreacje, testują nagłówki i opisy, mierzą klikalność. Różnica jest tylko jedna: sprzedawany „produkt” nie istnieje, a zainwestowane pieniądze nigdy nie wrócą do ofiar.

Przykład 1: Deepfake znanego dziennikarza i „nowy projekt banku”

W polskiej sieci wielokrotnie pojawiały się fałszywe reklamy, w których znany prezenter programu informacyjnego miał rzekomo chwalić nowy „sekretny projekt inwestycyjny” dużego banku. Scenariusz zwykle wyglądał podobnie:

Użytkownik widzi na Facebooku lub YouTube filmik, w którym prezenter siedzi przy biurku na dobrze kojarzonym tle redakcji. Mówi spokojnym głosem:

„Nie mogę tego dłużej utrzymywać w tajemnicy. Na polskim rynku pojawiła się możliwość, dzięki której zwykli ludzie mogą zarabiać tak jak wielkie fundusze inwestycyjne. Wszystko odbywa się w ramach programu pilotażowego jednego z największych banków w Polsce. Pokazałem to swojej rodzinie, wszyscy już korzystamy…”

W tle widać logo znanego banku, a na pasku informacyjnym pojawia się hasło typu „Nowy program oszczędnościowy chroniący przed inflacją”. Pod filmem – przycisk „Zarejestruj się w programie”. Po kliknięciu użytkownik trafia na stronę wyglądającą jak serwis gospodarczy znanej stacji telewizyjnej, z obszernym „wywiadem” z tym samym prezenterem i screenami rzekomych zysków.

Całość jest tak przygotowana, by nie wyglądała jak tania reklama, tylko jak specjalny, dziennikarski materiał, który „wyciekł” do sieci przed czasem. Deepfake prezentera ma dodatkowo wzmocnić efekt – przecież to ktoś, kto na co dzień ostrzega widzów przed oszustwami, więc musi być wiarygodny.

Przykład 2: Gwiazda show-biznesu i „rządowy program inwestycyjny”

Inny typ kampanii wykorzystuje wizerunek popularnej gwiazdy show-biznesu lub osoby znanej z programów rozrywkowych. Reklama pojawia się np. na Instagramie lub TikToku w formie krótkiego wideo. Celebrytka, siedząc w domowym wnętrzu, „nagrała spontaniczną relację”: opowiada, że trafiła na „ofertę rządowego programu, który pomaga Polakom chronić oszczędności”, i że „nie mogła uwierzyć, jak szybko zaczęła zarabiać”.

W podpisie do wideo znajduje się link do strony-lądowania, która udaje serwis informacyjny o polityce gospodarczej. Pojawia się tam artykuł o „nowym programie inwestycyjnym wspieranym przez rząd”, szczegóły „obowiązków podatkowych”, rzekome cytaty ministra finansów, wykresy pokazujące inflację. Po kilku akapitach tekstu pojawia się formularz rejestracyjny z logotypem rządowego programu i banku współpracującego.

Deepfake gwiazdy jest tu nieco mniej dopracowany – nagranie wygląda jak zwykłe Insta Stories, więc gorsza jakość kamery, słabe oświetlenie czy drobne artefakty nie rzucają się tak w oczy. Co ważne, odbiorcy często śledzą tę osobę w mediach społecznościowych, więc odruchowo ufają jej rekomendacjom.

Wspólne elementy kampanii deepfake z celebrytami

Choć scenariusze mogą się różnić, fałszywe kampanie inwestycyjne oparte na deepfake’ach celebrytów w polskiej sieci mają kilka stałych, rozpoznawalnych cech:

  • Wykorzystanie logotypów znanych mediów i banków – mają budować wrażenie oficjalności i „partnerstwa” z dużymi instytucjami.
  • Nawiązanie do inflacji, kryzysu, wojny – czyli do realnych lęków finansowych, które wszyscy odczuwają.
  • Obietnica „ostatniej szansy” – ograniczona liczba miejsc, program pilotażowy, kończąca się pula środków.
  • Brak konkretów na początku – w pierwszych komunikatach pojawia się tylko ogólnikowy „genialny sposób”, szczegóły mają zostać wyjaśnione dopiero po rejestracji lub rozmowie telefonicznej.
  • Przeniesienie rozmowy poza platformę – z Facebooka czy strony „portalu” kontakt szybko przenosi się na telefon, WhatsApp, Telegram.

Taka konstrukcja ma jeden cel: jak najszybciej przejść z etapu reklamy do prywatnego kontaktu z ofiarą. Od tego momentu zaczyna się właściwa „sprzedaż” fałszywej inwestycji przez przeszkolonego konsultanta.

Krótki, realistyczny scenariusz z polskiego internetu

Wyobraźmy sobie trzydziestokilkuletniego użytkownika, który scrolluje Facebooka w przerwie w pracy. Widział już dziesiątki artykułów o inflacji i rosnących ratach kredytów. Trafia na sponsorowany post z nagłówkiem: „Znany prezenter TVN zdradził, jak łamie system bankowy. Banki wściekłe”. Pod nagłówkiem miniaturka wideo, na której rozpoznaje twarz osoby z wieczornych wiadomości.

Klik – film startuje. Prezenter, w dobrze znanym studiu, mówi o „specjalnej okazji, dzięki której Polacy mogą wreszcie odzyskać kontrolę nad swoimi finansami”. Kilka razy pada nazwa dużego polskiego banku, na ekranie widać jego logo. Użytkownik klika „Dowiedz się więcej” i trafia na stronę przypominającą „Wiadomości Biznesowe”. Jest tam artykuł z rzekomym wywiadem, historia zwykłego pana Andrzeja, który w pół roku „spłacił kredyt hipoteczny dzięki tej metodzie”, oraz formularz „Zgłoś się do programu pilotażowego”.

Mężczyzna wpisuje numer telefonu i adres e-mail. Po kilkunastu minutach dzwoni do niego „konsultant z działu inwestycji banku X”. Głos jest miły, profesjonalny, rozmowa odnosi się do artykułu i nagrania z prezenterem. Konsultant proponuje „bezpieczny start” od niewielkiej kwoty i „pełne wsparcie krok po kroku”. W tym momencie deepfake już spełnił swoje zadanie – obniżył czujność i otworzył drzwi do kolejnych etapów oszustwa.

Mechanika oszustwa krok po kroku – od reklamy do utraty środków

Pierwszy kontakt: klik w reklamę i fałszywa strona informacyjna

Na początku jest zawsze kontakt z treścią marketingową: reklamą na Facebooku, filmem przed materiałem na YouTube, banerem na portalu lub krótkim klipem w social mediach. Deepfake celebryty lub choćby jego zdjęcie z sensacyjnym nagłówkiem ma tylko jedno zadanie – skłonić do kliknięcia.

Po kliknięciu użytkownik bardzo rzadko trafia od razu na „platformę inwestycyjną”. Zazwyczaj ląduje na stronie, która udaje portal informacyjny, blog ekonomiczny albo oficjalną witrynę „programu rządowego” czy „projektu bankowego”. Tam znajduje:

  • „wywiad” z celebrytą lub ekspertem,
  • historię kilku „zwykłych Polaków”, którzy zarobili,
  • screeny panelu inwestycyjnego z rosnącymi wykresami,
  • logotypy banków, domów maklerskich, mediów.

Drugi etap: telefon od „doradcy” i budowanie zaufania

Kluczowy moment to chwila, gdy ofiara zostawia numer telefonu. Od tego czasu ma do czynienia już nie z reklamą, ale z wyszkolonym sprzedawcą. Schemat rozmowy jest zaskakująco powtarzalny – także w polskich kampaniach.

Najpierw pojawia się krótki telefon wstępny. „Konsultant” dzwoni, powołuje się na konkretną reklamę lub artykuł („to ten program, w którym wystąpił pan X z telewizji”) i pyta, czy rozmówca ma chwilę, by zweryfikować dane. Chodzi o to, by potwierdzić, że numer jest aktywny i że osoba reaguje uprzejmie.

W drugiej rozmowie albo podczas dłuższego połączenia od razu:

  • pada nazwisko celebryty i nazwa znanego banku lub instytucji,
  • konsultant mówi płynnie po polsku, bez silnego obcego akcentu,
  • pojawiają się odniesienia do aktualnych wydarzeń (inflacja, raty kredytów, kurs złotego).

Chodzi o efekt: „rozmawiam z normalnym człowiekiem z Polski”. Jeśli ofiara zaczyna się wahać, konsultant wraca do deepfake’a: „widziała pani materiał z panem X, on sam korzysta z tego rozwiązania, nie możemy sobie pozwolić na wpadkę wizerunkową”. W ten sposób fałszywe nagranie staje się narzędziem do tłumienia wątpliwości.

Trzeci etap: „bezpieczny start” i pierwsza wpłata

Gdy kontakt telefoniczny się ociepli, przychodzi czas na pierwszą wpłatę. Scenariusz jest zwykle łagodny, bez agresji – przynajmniej na początku.

Konsultant przedstawia „ofertę startową”:

  • niska kwota wejścia – np. taka, jak koszt weekendowego wyjazdu,
  • deklaracja „braku opłat wejściowych” i „możliwości wypłaty w każdej chwili”,
  • obietnica, że na początek inwestycją „zaopiekuje się ekspert”, więc nie trzeba nic wiedzieć o giełdzie.

Częstym trikiem jest powoływanie się na „testy celebrytów”: „znany aktor też zaczynał od symbolicznej kwoty, by sprawdzić system, dlatego tak ustawiliśmy próg wejścia”. Z perspektywy psychologicznej to ważne – jeśli „oni też zaczynali mało”, łatwiej podjąć decyzję.

Pieniądze trafiają zwykle:

  • na konto w polskim banku (pośrednik, tzw. słup),
  • na zagraniczne konto w UE, co ma brzmieć poważniej („partner inwestycyjny z Niemiec, z licencją”),
  • lub za pomocą karty – przez bramkę płatniczą, która wygląda jak znany operator.

Po przelewie ofiara otrzymuje mail z loginem do „platformy” oraz telefoniczne gratulacje: „od teraz pani pieniądze pracują tak, jak środki dużych funduszy”. Deepfake celebryty niejako legitymizuje ten moment – w głowie cały czas wyświetla się obraz znanej twarzy, która „też tak robi”.

Czwarty etap: fałszywa platforma i „papierowe zyski”

Najbardziej sugestywną częścią całego mechanizmu jest panel inwestycyjny. To nie jest byle jaka strona – często przypomina interfejs prawdziwego domu maklerskiego. Z technicznego punktu widzenia to jednak tylko ładnie opakowany symulator.

Po zalogowaniu użytkownik widzi m.in.:

  • stan konta z już naliczonym „pierwszym zyskiem”,
  • wykresy rosnące niemal z dnia na dzień,
  • listę „otwartych pozycji” – np. akcje znanych spółek, ETF-y, kryptowaluty,
  • czasem logo „partnerów” – giełd, brokerów, mediów.

Z punktu widzenia ofiary wszystko układa się w logiczną całość: był materiał z celebrytą, jest „program bankowy”, są rosnące słupki. Aby wzmocnić zaufanie, konsultant prowadzi za rękę – dzwoni, instruuje, gdzie kliknąć, zachęca do obserwowania wyniku co kilka dni.

Kiedy na ekranie pojawie się już wyraźny „zysk”, przestawiana jest kolejna narracja: „jak pani widzi, system działa, ale przy tej kwocie zarobki są symboliczne”. To przygotowanie gruntu pod drugi, dużo większy przelew.

Piąty etap: presja na „poważniejszą inwestycję”

Gdy ofiara uwierzy w „papierowe zyski”, konsultant zmienia ton z opiekuńczego na lekko asertywny. Pojawiają się zdania:

  • „Nie ma sensu marnować tak działającej strategii na tak małą kwotę”,
  • „Przy wyższym kapitale może pan/pani zmienić całe swoje życie finansowe”,
  • „Nie chcę, żeby pani potem żałowała, że nie skorzystała w odpowiednim momencie”.

Powraca też wątek celebryty: „aktor X w jednym z wywiadów mówił, że kluczem jest odwaga w odpowiednim momencie – dokładnie w takim, jak ten”. To już czysta manipulacja emocjami, wzmacniana autorytetem znanej osoby.

Na tym etapie oszuści często:

  • pomagają „uwolnić środki” – np. sugerują wzięcie pożyczki konsolidacyjnej lub wypłatę oszczędności z lokaty,
  • proponują „rozłożenie inwestycji na raty”, by oswoić psychiczny próg,
  • zapewniają, że „w razie czego zawsze można wstrzymać wypłatę rat kredytu” dzięki zyskom z inwestycji.

Jeśli ofiara zrobi drugi lub trzeci przelew, często wyczerpując oszczędności, system zaczyna ją stopniowo „odcinać”: konsultant rzadziej odbiera telefon, platforma nagle wymaga „weryfikacji KYC” lub pojawiają się komunikaty o „czasowym zawieszeniu wypłat”.

Szósty etap: próba wypłaty, dodatkowe opłaty i zniknięcie

Moment, w którym ofiara próbuje wypłacić środki, uruchamia ostatni akt oszustwa. Panel zwykle pokazuje wtedy już bardzo wysoką kwotę – efekt ma być spektakularny, a tym samym frustrujący.

Po kliknięciu „wypłać” pojawiają się kolejne przeszkody:

  • dodatkowy „podatek od zysków” – rzekomo trzeba go wpłacić z góry, by urząd skarbowy „nie zablokował transakcji”,
  • „opłata za weryfikację rachunku bankowego” – niby zwrotna po kilku dniach,
  • „kaucja bezpieczeństwa” – zabezpieczenie przed praniem pieniędzy, również z obietnicą zwrotu.

Każda z tych opłat to po prostu kolejna próba wyciągnięcia pieniędzy. Jeśli ofiara odmówi, zaczyna się gra na zwłokę: konsultant tłumaczy się „problemami technicznymi”, „audytami” czy „zmianą regulacji w Unii Europejskiej”. Gdy presja ofiary rośnie, kontakt się urywa, a strona platformy po pewnym czasie znika lub przestaje przyjmować loginy.

Deepfake celebryty nie pojawia się już w tej fazie – swoje zadanie wykonał na początku, gdy trzeba było przekonać do pierwszego ruchu. Wspomnienie tamtego nagrania jednak zostaje i sprawia, że wiele osób jeszcze długo ma nadzieję, że „to tylko chwilowe problemy”.

Fałszywe banknoty i listy wyłudzeniowe symbolizujące oszustwa finansowe
Źródło: Pexels | Autor: Tara Winstead

Jak oszuści wykorzystują psychologię i wizerunek znanych osób

Autorytet i „efekt halo” celebrytów

Człowiek ma naturalną skłonność do ufania osobom, które zna z ekranu. Nawet jeśli nigdy ich nie spotkał. Psychologowie nazywają to „efektem halo” – jeśli ktoś jest znany, sympatyczny, dobrze ubrany i pojawia się w poważnym programie, automatycznie przypisujemy mu także inne pozytywne cechy: kompetencje, uczciwość, rozsądek.

Oszust, który korzysta z deepfake’a, wchodzi w ten gotowy tunel zaufania. Nie musi budować swojej wiarygodności od zera – wystarczy, że podczepi się pod twarz dziennikarza, aktora, znanej piosenkarki. Widz nie analizuje wtedy rygorystycznie treści, tylko reaguje emocjonalnie: „skoro ON/Ona to mówi, musi być w tym coś na rzeczy”.

Ciekawostka: badania nad reklamą pokazują, że sama obecność znanej twarzy w spocie, nawet przez krótki moment, potrafi kilkukrotnie zwiększyć zapamiętanie marki. Oszuści po prostu wykorzystują ten sam mechanizm, tylko że marką jest tu fałszywa „platforma inwestycyjna”.

Lęk przed stratą i obietnica „ostatniej szansy”

Drugim silnym mechanizmem jest strach przed utratą. Nie chodzi tylko o chciwość, lecz o lęk, że „jeśli nic nie zrobię, będę coraz biedniejszy”. Reklamy deepfake często grają na tym uczuciu:

  • pokazują inflację jako „cichego złodzieja”,
  • straszą „upadkiem systemu emerytalnego”,
  • odwołują się do wojny, kryzysu energetycznego, niestabilności walut.

W tym kontekście pojawia się celebryta, który mówi lub rzekomo mówi: „ja już to odkryłem, chronię swoje pieniądze, teraz pokazuję to wam”. To tworzy mieszankę: lęk („stracę, jeśli nic nie zrobię”) połączony z nadzieją („mam wreszcie rozwiązanie”). Gdy doradca dodaje jeszcze „program pilotażowy” i „ograniczoną liczbę miejsc”, pojawia się klasyczna presja czasu.

Normalizacja ryzyka poprzez historie „zwykłych ludzi”

Deepfake celebryty to dopiero pierwszy krok. Dalej oszuści chętnie używają opowieści o „zwykłych Polakach”, którzy dzięki inwestycji „spłacili kredyt” czy „zapewnili dzieciom lepszą przyszłość”. To znany trik marketingowy – coś jak recenzje w sklepie internetowym.

Na fałszywych stronach często pojawiają się:

  • zdjęcia stockowe udające realne osoby,
  • krótkie cytaty typu: „bałem się, ale skoro pan X z TV już korzysta, spróbowałem i nie żałuję”,
  • komentarze stylizowane na Facebooka lub fora internetowe.

Tego typu treści mają przekonać, że ryzyko jest „oswojone”. Skoro próbują inni, skoro celebryta „już zarabia”, to decyzja nie wydaje się aż tak drastyczna.

„My kontra banki” – gra na buncie i poczuciu krzywdy

W wielu kampaniach powtarza się wątek: „banki ukrywają przed nami prawdę”. Celebryta w deepfake’u bywa przedstawiany jako ktoś, kto „zbuntował się przeciw systemowi” i „ujawnia tajemnicę bogatych”. To bardzo atrakcyjna narracja w kraju, gdzie poziom zaufania do instytucji finansowych jest umiarkowany.

Scenariusz rozmowy z konsultantem często to podbija:

  • „Bankom nie opłaca się, żeby zwykli ludzie korzystali z takich rozwiązań”,
  • „Ten program miał być tylko dla wąskiej grupy klientów VIP, ale dzięki mediom trafił do szerszej publiczności”,
  • „Widzi pan/pani, dlaczego banki i media próbują teraz zdyskredytować ten projekt”.

W taki sposób każdy sygnał ostrzegawczy – np. artykuł ostrzegający przed oszustwami – można obrócić w dowód spisku. Ofiara zaczyna myśleć: „atakują to, bo się boją, że zwykli ludzie też zarobią”.

Banknoty dolarowe na żółtym tle z napisem scam
Źródło: Pexels | Autor: Tara Winstead

Techniczne ślady deepfake’ów – co można wychwycić gołym okiem

Nienaturalne ruchy ust i brak zgodności z dźwiękiem

Najbardziej charakterystycznym śladem słabiej przygotowanego deepfake’a jest drobny „rozjazd” między ruchem ust a dźwiękiem. Nie chodzi o spektakularne błędy. Często to subtelne wrażenie, że:

  • usta poruszają się z lekkim opóźnieniem,
  • głos nie do końca pasuje do tego, jak zwykle mówi dana osoba,
  • niektóre sylaby wyglądają jak „przyklejone” – ruch ust jest uproszczony, powtarzalny.

W polskich kampaniach widać, że oszuści świadomie zaniżają jakość nagrań. Wideo jest kompresowane, ma słaby dźwięk, by utrudnić wychwycenie szczegółów. Mimo to przy uważnym obejrzeniu często widać, że np. zęby zlewają się w biały pasek albo że język porusza się nienaturalnie.

Oświetlenie, tło i „mruganie” obrazu

Deepfake musi połączyć twarz celebryty z tłem. Widać tam często kilka artefaktów:

  • światło na twarzy i w tle nie do końca się zgadza – np. cień pada z innej strony,
  • kontur włosów wygląda jak delikatnie rozmazana linia,
  • przy gwałtowniejszych ruchach głowy obraz na chwilę „skacze” lub rozmywa się.

W niektórych polskich filmikach twarz celebryty jest nakładana na ciało statysty. Skutek bywa komiczny: proporcje głowy do reszty ciała są lekko zaburzone, szyja ma inną barwę skóry niż policzki, a przy zmianie kadru rysy twarzy minimalnie się zmieniają.

Głos, który „brzmi znajomo, ale nie do końca”

Napisy, akcent i dziwne przejścia montażowe

Wielu twórców deepfake’ów idzie na skróty: zamiast perfekcyjnie dopasowywać głos, podkładają lektora o podobnym tonie i przykrywają to napisami. Dlatego w podejrzanych filmach często pojawiają się:

  • napisy, które nie zgadzają się słowo w słowo z tym, co rzekomo mówi celebryta,
  • fragmenty, w których głos nagle zmienia głośność lub barwę, jakby dograno kawałek w innym miejscu,
  • dziwne cięcia montażowe dokładnie w momentach, gdy padają konkretne kwoty lub nazwy „platform”.

W polskich kampaniach często słychać też nienaturalny akcent w słowach typowo lokalnych: nazwy miast, banków, potoczne zwroty brzmią, jakby wypowiadał je ktoś, kto naśladuje polski, a nie mówi nim na co dzień. Z kolei w wersjach z automatycznym dubbingiem pojawia się charakterystyczna „metaliczna” barwa głosu i brak oddechów – celebryta mówi jak syntezator mowy.

Podejrzanie ogólne sformułowania i brak konkretów

Deepfake ma jedną przewagę i jedną słabość. Przewaga: może pokazać znaną twarz, mówiącą prawie dowolny tekst. Słabość: im bardziej tekst jest konkretny, tym łatwiej wykryć fałszerstwo – bo można go porównać z realnymi wypowiedziami.

Dlatego w filmikach oszustów dominują ogólniki:

  • „ten system”, „nowa platforma”, „specjalny program rządowy”,
  • brak nazw instytucji, numerów ustaw, szczegółów produktu,
  • powtarzające się slogany typu: „to zmieni wasze życie”, „nie mogę uwierzyć, że wszyscy o tym milczą”.

Jeśli znany dziennikarz ekonomiczny nagle mówi o „tajnym systemie, o którym nie mogę mówić w telewizji”, zamiast spokojnie tłumaczyć mechanizmy finansowe, to sygnał ostrzegawczy. Prawdziwi eksperci lubią konkrety. Deepfake – przeciwnie – ucieka w mglisty entuzjazm.

Niespójność z publicznym wizerunkiem danej osoby

Jeszcze jednym śladem jest zderzenie z tym, co już o danej osobie wiadomo. Jeśli znany prezenter od lat podkreśla sceptycyzm wobec „szybkich zysków”, trudno uwierzyć, że nagle z entuzjazmem promuje niezweryfikowaną platformę z kosmicznymi stopami zwrotu.

Dobrze działa prosty test: czy to, co rzekomo mówi celebryta, jest spójne z:

  • jego dotychczasowymi wypowiedziami w mediach,
  • profilem zawodowym (np. dziennikarz polityczny nagle jako ekspert od krypto),
  • aktywnymi współpracami reklamowymi (czy firma X naprawdę wchodziłaby w coś tak ryzykownego?).

W części polskich kampanii deepfake’owych wykorzystuje się twarze osób znanych z krytyki banków lub polityków. Scenariusz nagrania bywa wtedy celowo „podkręcony”, by brzmiało to jak odważne, „zakazane” wyznanie. Kontrast między spokojną, stonowaną osobą znaną z ekranu a agresywną narracją w filmiku jest jednym z łatwiejszych do wychwycenia sygnałów.

Gdzie najczęściej pojawiają się takie oszustwa i jak działają platformy

Reklamy w mediach społecznościowych: Facebook, Instagram, TikTok

Największym „wehikułem” dla deepfake’ów celebrytów są dziś płatne reklamy w social mediach. Kluczowy powód jest prosty: systemy reklamowe pozwalają bardzo precyzyjnie wybrać odbiorców – np. osoby:

  • po 45. roku życia, żyjące w dużych miastach,
  • zainteresowane tematami „inwestycje”, „emerytura”, „finanse osobiste”,
  • obserwujące konkretne profile medialne lub polityczne.

Oszust nie musi więc puszczać reklamy „w próżnię”. Może kierować ją dokładnie do tych, którzy statystycznie częściej klikają w treści finansowe, a przy tym szukają sposobu na ochronę oszczędności.

Schemat wygląda podobnie na różnych platformach:

  • krótkie wideo z celebrytą (deepfake) lub statyczny kadr z programu telewizyjnego,
  • slogan podkręcający emocje: „Banki wściekłe po jego wypowiedzi”, „[IMIĘ] ujawnia sekret emerytów z Zachodu”,
  • przycisk „Dowiedz się więcej”, prowadzący do zewnętrznej strony.

Ciekawostka: kampanie bywają ekstremalnie krótkie. Reklama potrafi wyskakiwać intensywnie przez 1–2 dni, po czym znika, by pojawić się ponownie w lekko zmienionej wersji – z innym nagłówkiem lub innym celebrytą.

Fałszywe serwisy „informacyjne” i klony znanych mediów

Następnym etapem po reklamie jest zwykle strona docelowa. Zamiast prymitywnego formularza coraz częściej czeka tam cały „portal” stylizowany na znane medium. Logo łudząco podobne do prawdziwego, układ artykułów, belka z „pilnymi wiadomościami” – wszystko ma stworzyć wrażenie, że trafiliśmy na poważny serwis.

Na takich stronach można zauważyć kilka typowych trików:

  • adres URL różniący się od prawdziwego jednym znakiem – np. dodatkowe słowo, myślnik lub inna końcówka domeny,
  • brak klasycznych działów (sport, kultura, kraj) – zamiast tego kilka artykułów na krzyż, wszystkie wokół „przełomowej inwestycji”,
  • fałszywe „komentarze czytelników”, które rzekomo potwierdzają skuteczność programu.

Cały ten teatr ma jeden cel: podnieść konwersję, czyli liczbę osób, które zostawią telefon i maila. Deepfake celebryty pojawia się na stronie w formie osadzonego wideo lub sekwencji zdjęć z „cytatami”. Reszta to opowieść pisana językiem quasi-dziennikarskim, często z wymyślonymi wypowiedziami ekspertów.

YouTube i serwisy wideo: „przejęte” fragmenty programów

Deepfake’i coraz częściej pojawiają się również na platformach wideo. Zdarza się, że oszuści:

  • przycinają realne fragmenty wywiadów lub programów publicystycznych,
  • doklejają do nich fałszywy voice-over,
  • dorzucają w miniaturce (obrazie podglądowym) mocno zmanipulowany kadr – np. znany prowadzący obok logo wymyślonej platformy.

Takie wideo bywa promowane płatnie lub „podbijane” sztucznymi wyświetleniami, by trafiło do rekomendacji. Widz, który kliknie z ciekawości, widzi na starcie autentyczne studio telewizyjne, oswojony kadr, znany głos. Dopiero w środkowej części nagrania przechodzi się do „tematu inwestycji”, a w opisie pod filmem pojawia się link prowadzący do formularza kontaktowego.

Zdarza się też odwrotny schemat: konto podszywające się pod znaną osobę wrzuca krótkie, dynamiczne filmiki obiecujące, że „pełne nagranie” lub „szczegóły programu” są dostępne po rejestracji na zewnętrznej stronie. W rzeczywistości to klasyczny lejek sprzedażowy oszustów.

Reklamy natywne i „sponsorowane artykuły” na portalach

Oszuści nauczyli się wykorzystywać także legalne formaty reklamowe, takie jak „artykuł sponsorowany” czy „reklama natywna”. W legalnym świecie to teksty tworzone przez reklamodawcę, oznaczone jako materiał promocyjny. Problem zaczyna się, gdy:

  • oznaczenie jest bardzo małe lub mylące,
  • portal nie weryfikuje rzetelnie treści, skupiając się wyłącznie na przychodzie,
  • zleceniodawca korzysta z pośredników, którzy zacierają tropy (sieci reklamowe, zagraniczne spółki-wydmuszki).

W takich tekstach można znaleźć zdjęcia celebrytów i zmyślone cytaty przypisane do znanych osób. Gdy materiał jest publikowany na realnym portalu informacyjnym, część czytelników automatycznie zakłada, że ktoś to wcześniej sprawdził. To złudzenie bezpieczeństwa, które oszuści wykorzystują bez skrupułów.

Mechanizmy działania fałszywych „platform inwestycyjnych”

Za warstwą marketingową stoi zawsze konkretny system. Nie chodzi tu o prawdziwą giełdę czy dom maklerski, lecz o aplikację udającą platformę finansową. Można ją podzielić na kilka elementów:

  1. Panel użytkownika – prosty serwis www lub aplikacja mobilna, w której ofiara po zalogowaniu widzi „stan konta”, wykresy, listę rzekomych transakcji.
  2. Moduł „obsługi klienta” – czat, numer telefonu, czasem nawet „dedykowany opiekun”, który w rzeczywistości jest częścią zespołu sprzedażowego w call center.
  3. System płatności – numery kont w różnych bankach, konta na giełdach kryptowalut, portfele BTC/USDT; pieniądze po wpłacie błyskawicznie są „rozprowadzane” dalej.
  4. Silnik symulujący zyski – algorytm, który pokazuje na ekranie z góry zaprogramowane zyski, niezależne od jakichkolwiek realnych inwestycji.

Co istotne, te elementy często są sprzedawane w pakiecie jako tzw. „scam-as-a-service” – gotowe rozwiązanie oszustwa, które można wynająć, zmienić logo i nazwę, a następnie uruchomić w nowym kraju. Dlatego polskie „platformy” bywają tylko tłumaczeniem tego samego szablonu, który jeszcze miesiąc wcześniej działał np. w Hiszpanii czy Niemczech.

Kim są „konsultanci” i jak działają call center oszustów

Za telefonami odbieranymi przez „opiekunów inwestycyjnych” rzadko stoi pojedynczy cwaniak. Często to zorganizowane call center działające z terytorium innego kraju, w którym prawo jest bardziej pobłażliwe lub po prostu trudno je egzekwować.

W takich miejscach zatrudnia się ludzi z:

  • dobrym akcentem w wybranym języku (np. polskim, czeskim, niemieckim),
  • doświadczeniem sprzedażowym lub telemarketingowym,
  • gotowością do pracy na wysokich prowizjach (np. procent od wpłaconych przez ofiary środków).

Nowi „konsultanci” przechodzą szkolenia, w czasie których uczą się gotowych scenariuszy rozmów. Dostają skrypt z odpowiedziami na najczęstsze obiekcje: „muszę się zastanowić”, „boję się oszustwa”, „nie znam się na tym”. Na treningach ćwiczą, jak szybko przechodzić od small talku do presji na pierwszą wpłatę.

W tle działa oprogramowanie CRM (system do obsługi klienta), w którym widać:

  • historię rozmów z daną osobą,
  • informacje, jakie kwoty padły w trakcie rozmów („ile realnie ma”, „jakie ma kredyty”),
  • status: „zimny lead”, „wpłata minimalna”, „druga wpłata”, „maksymalnie wyciśnięty”.

Deepfake celebryty jest dla takiego call center narzędziem otwierającym drzwi. Ułatwia przejście pierwszej bariery nieufności: „przecież widziałem to wideo, to musi być coś poważnego”. Reszta to już klasyczna psychologia sprzedaży – wieloetapowe budowanie relacji, pochlebstwa, presja czasu.

Rola „białych etykiet” i zmieniających się nazw serwisów

Jeżeli jedna „platforma” zostanie nagłośniona w mediach lub zablokowana przez banki, oszuści zwykle nie zamykają biznesu. Po prostu zmieniają nazwę i logo, utrzymując tę samą techniczną infrastrukturę w tle.

W praktyce wygląda to tak:

  • powstaje kilka–kilkanaście wariantów tej samej strony, różniących się kolorem, nazwą, szczegółami tekstów,
  • każda z nich ma inne konto bankowe lub portfel kryptowalutowy przypisany do wpłat,
  • gdy jedna zostanie zablokowana, ruch z reklam przekierowuje się na kolejną domenę.

To trochę jak „białe etykiety” w legalnym świecie – gotowe oprogramowanie, które można brandować dowolnym logo. Tu jednak mówimy o fabryce oszustw, w której zmienia się wyłącznie maska, a mechanizm wyciągania pieniędzy pozostaje ten sam.

Jak reagują platformy społecznościowe i gdzie są luki

Najwięksi gracze – Meta, Google, TikTok – oficjalnie deklarują walkę z fałszywymi reklamami inwestycyjnymi. W praktyce systemy moderacji mają jednak kilka słabych punktów:

  • Skala – codziennie zgłaszane są setki tysięcy reklam; wiele z nich to „szare strefy”, których nie da się łatwo ocenić automatem.
  • Język – systemy lepiej radzą sobie z angielskim niż z polskim, przez co część lokalnych kampanii przechodzi pod radarem.
  • Dynamiczne zmiany – oszuści szybko modyfikują nagłówki, grafiki i domeny; zanim jedna wersja zostanie zablokowana, kolejna już działa.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Jak rozpoznać, że reklama z celebrytą polecającym inwestycję jest oszustwem?

Pierwszy sygnał ostrzegawczy to obietnica szybkiego, wysokiego zysku „bez ryzyka” oraz presja czasu – komunikaty w stylu „ostatnie miejsca”, „program zaraz znika”, „tylko dziś”. Drugi to dziwny adres strony po kliknięciu reklamy: zamiast domeny znanego banku czy portalu pojawia się losowy ciąg znaków lub zagraniczna końcówka.

Oszustwo zdradzają też detale: brak regulaminu i danych firmy, literówki w tekście, brak możliwości swobodnego przejrzenia strony bez zostawiania telefonu, agresywne komunikaty zachęcające do natychmiastowej wpłaty. Jeśli celebryta „mówi” w sposób nienaturalny (dziwna mimika, niedopasowane ruchy ust, sztywne gesty), masz do czynienia z dużym ryzykiem, że to deepfake.

Czy polskie banki i rząd naprawdę promują „tajne programy inwestycyjne” przez takie filmiki?

Nie. Banki i instytucje publiczne w Polsce nie uruchamiają „sekretnych”, „pilotażowych tylko dla wybranych” programów, do których można się dostać wyłącznie przez reklamę z celebrytą. Większość prawdziwych ofert inwestycyjnych znajdziesz na oficjalnej stronie banku lub w oddziale, a nie w przypadkowym linku z reklamy w social media.

Jeśli reklama powołuje się na rzekomy „nowy program rządowy” albo „projekt największego polskiego banku”, wejdź osobno (z palca, nie przez link) na stronę ministerstwa finansów, KNF lub danego banku i sprawdź, czy faktycznie o czymś takim informują. Brak potwierdzenia oznacza, że to najpewniej scam.

Co zrobić, gdy kliknąłem w reklamę z deepfake’em celebryty i podałem dane kontaktowe?

Jeżeli zostawiłeś tylko imię, nazwisko i numer telefonu, przygotuj się na telefony od „konsultantów inwestycyjnych”. Po prostu nie odbieraj połączeń z nieznanych numerów lub natychmiast zakończ rozmowę, gdy ktoś namawia cię do wpłaty pieniędzy czy instalacji oprogramowania zdalnego pulpitu.

Jeśli podałeś również PESEL, skan dokumentu lub zalogowałeś się danymi do bankowości, skontaktuj się od razu z bankiem (numer z oficjalnej strony), poproś o zablokowanie podejrzanych operacji i zmianę haseł. Dodatkowo zgłoś sprawę na policję oraz do CERT Polska (incydent.cert.pl) – im szybciej, tym większa szansa ograniczenia szkód.

Czy deepfake da się samemu rozpoznać, czy potrzebne są specjalne narzędzia?

Wiele deepfake’ów da się wychwycić gołym okiem, zwłaszcza w reklamach tworzonych masowo przez oszustów. Zwróć uwagę na: nienaturalne mruganie, niedokładne dopasowanie ust do wypowiadanych słów, „pływające” kontury twarzy, brak ostrości dłoni przy gestykulacji, dziwne oświetlenie twarzy w porównaniu z tłem.

Pomocna jest też prosta czynność: wpisz w Google frazy typu „[imię nazwisko celebryty] oszustwo inwestycyjne”, „[imię nazwisko] nie polecam inwestycji”, często znajdziesz ostrzeżenia samej osoby lub jej redakcji. Zaawansowane narzędzia do wykrywania deepfake’ów istnieją, ale w praktyce użytkownikom najbardziej pomaga zdrowy sceptycyzm i weryfikacja źródła nagrania.

Czy znani prezenterzy i celebryci faktycznie ostrzegają przed wykorzystaniem ich wizerunku w takich kampaniach?

Tak, wielu znanych dziennikarzy i celebrytów w Polsce publicznie informuje, że ich wizerunek jest kradziony do fałszywych reklam inwestycyjnych. Publikują oświadczenia w mediach społecznościowych, na stronach stacji telewizyjnych i w serwisach informacyjnych, podkreślając, że nie mają z tym żadnego związku.

Jeżeli widzisz reklamę z konkretną osobą, wejdź na jej oficjalny profil (Facebook, Instagram, X) lub stronę redakcji, z którą współpracuje. Brak jakiejkolwiek wzmianki o „przełomowej inwestycji”, przy jednoczesnym pojawianiu się ostrzeżeń przed oszustwami, jest mocnym dowodem, że trafiłeś na scam z wykorzystaniem deepfake’a.

Jak zabezpieczyć się przed oszustwami inwestycyjnymi z użyciem deepfake’ów w social media?

Najważniejsze jest założenie, że reklama w internecie nie jest doradcą finansowym. Nigdy nie wpłacaj pieniędzy na „inwestycję” znalezioną wyłącznie przez sponsorowany post czy filmik z celebrytą. Zawsze:

  • weryfikuj firmę i ofertę na oficjalnych stronach (bank, KNF, rejestry spółek),
  • porównuj adres strony z prawdziwą domeną instytucji,
  • rozmawiaj o większych inwestycjach z niezależnym doradcą lub swoim bankiem, nie z „konsultantem z reklamy”.

Dobrą praktyką jest też zgłaszanie podejrzanych reklam bezpośrednio w Facebooku, Instagramie, YouTube czy Google Ads. Platformy reagują różnie, ale masowe zgłoszenia pomagają szybciej usuwać kampanie oszustów z polskiej sieci.

Czy policja i inne instytucje w Polsce realnie coś robią z takimi oszustwami?

Policja, prokuratura i instytucje nadzorcze, takie jak KNF, prowadzą postępowania w sprawie oszustw inwestycyjnych, w tym z użyciem deepfake’ów celebrytów. Problemem jest jednak to, że sprawcy często działają z zagranicy, korzystają z sieci pośredników i fałszywych firm, co utrudnia szybkie ich namierzenie.

Zgłoszenie nadal ma sens: pomaga budować obraz skali zjawiska, a twoje informacje (zrzuty ekranu, linki, numery telefonów) mogą posłużyć jako dowody w większych śledztwach. Wiele kampanii znika z sieci właśnie dlatego, że użytkownicy konsekwentnie je zgłaszają bankom, mediom, platformom reklamowym i organom ścigania.

Najważniejsze wnioski

  • Deepfake to realistycznie podrobione nagrania twarzy i głosu znanych osób, tworzone przez algorytmy AI na bazie wielu zdjęć i filmów, przez co dla przeciętnego widza są bardzo trudne do odróżnienia od prawdziwych wystąpień.
  • Celebryci, dziennikarze i znani przedsiębiorcy są idealnym „wabikiem”, bo przez lata budowali zaufanie w telewizji i mediach; gdy ich wizerunek pojawia się przy ofercie inwestycji, odbiorca automatycznie „pożycza” im swoją wiarę w rzetelność komunikatu.
  • Scamerzy łączą deepfake z klasyczną przynętą „szybkiego i łatwego zysku bez ryzyka”, dodają narrację o „tajnych programach”, „specjalnych ofertach dla wybranych” i presję czasu, co znacząco obniża czujność ofiar.
  • Nowe kampanie są znacznie bardziej wyrafinowane niż dawne oszustwa „na wnuczka” – zamiast nieudolnych maili i telefonów wykorzystują profesjonalnie zmontowane wideo, wiarygodne layouty stron oraz kopiują wygląd znanych portali informacyjnych.
  • Fałszywe reklamy inwestycyjne z deepfake’ami celebrytów uderzają już nie tylko w seniorów, ale w szeroką grupę osób zainteresowanych finansami, kryptowalutami i ochroną oszczędności przed inflacją.
  • Typowe kanały dystrybucji takich kampanii to sponsorowane posty w mediach społecznościowych, reklamy wideo na YouTube, banery Google Ads, portale-klony znanych mediów oraz reklamy w darmowych aplikacjach mobilnych.